Urokliwy Kirgistan

10 czerwca – Issyk-kul

Ten dzien rozpoczęlismy od poszukiwania w Karakol warsztatu, by naprawić motocykl Stojana – peknięty gmol, odłamany kawałek konstrukcji pod zegarami,i parę drobiazgów z elektryka – na szczęscie udało się znalezć warsztat motocyklowy, gdzie Stojan uzyskał kompleksowa pomoc, i gdzie nie wzięto od niego ani grosza, bo “bajkerzy musza sobie pomagać”. Po naprawieniu motocykla i szybkim wrzucaniu zdjęć przez wifi z pobliskiej kawiarni wczesnym popołudniem ruszylismy na jedna z najbardziej malowniczych dróg Kirgistanu –

wzdłuz brzegu ogromnego górskiego jeziora Issyk-kul.

Wrażenie i widoki – nie do opisania. Ogromna, jasnobłękitna, czysta woda, a nad nia z obu stron osniezone łańcuchy górskie.

a wzdłuz jeziora roslinnosć i zabudowania niemal sródziemnomorskie, smialismy sie trochę, że okolica przypomina Chorwację – ojczyzne Stojana.

Zatrzymywalismy sie co chwilę by robić zdjęcia. W końcu podjęlismy decyzję, że jest tu tak pieknie, że chcemy nad brzegiem jeziora rozbić obóz na noc. Tak tez zrobilismy i zakończylismy dzien kapiela w jeziorze

(woda lodowata, ale dzięki temu kapiel byla orzezwiajaca!) i ogniskiem z pieczonymi kiełbaskami. Przebieg tego dnia był zatem nieduży, jakies 120 km.

 

Ja miałam też niestety przykry incydent z wylanym ponownie olejem (zapas na wymianę, wieziony z Polski). Ale udało mi sie uprać zalana olejem karimatę i spiwór, a noc na szczęscie była ciepła, więc przetrwałam ja komfortowo,także dzięki ciepłym ciuchom pozyczonym od chłopaków.Rano spiwór był juz suchy, a my wyruszylismy w dalsza drogę, podbijać górskie sciezki Kirgistanu.

 

A, tym razem Janusz znów wstał na wschód słońca, aby porobic spektakularne fotki – i tym razem aura współpracowała, i udalo się zrobić fajne zdjecia.

 

 

11 czerwca – próba podjazdu na Song Kul

 

Naszym celem było tego dnia podjechać do odległego, położonego za łańcuchem górskim jeziora Song-kul. Znad Issyk-kul pojechalismy nadal wzdłuz jeziora do miejscowosci Balyschyk, żeby zatankować, uzupełnic zapasy wody i jedzenia i może znalezć internet

(to ostatnie się nie udało, ogólnie Kirgistan jest bardzo ubogi jesli chodzi o dostęp do internetu, a wifi to w ogóle rzadkosć niezwykła).

Z miasteczka ruszylismy w stonę górskiej drogi, przez kolejne przełęcze prowadzacej nad Song-kul (jechalismy droga A367, a potem chcielismy z niej odbić na jedna z bocznych drog nad jezioro).

Trasa nadal niezwykle malownicza, gdybysmy mieli zrobić zdjęcia wszystkim zapierajacym dech w piersiach widokom, musielibysmy stawać co 3 minuty.

Udało nam się znalezć najlepiej opisana drogę na Song-kul, jednak po kilkunastu km  bardzo nieprzyjemnego offroadu (sypki wir, w którym motocykle tańcza) spotkalismy lokalnych mieszkańcow, którzy powiedzieli nam, że na przełęczy do Song kul leży 15 cm sniegu.

Trochę nas ta wiadomosćzmartwiła, postanowilismy we dwoje z Malina sprawdzić, czy ten snieg rzeczywiscie tam jest. Nie dotarlismy jednak do przełęczy – po kilkudziesięciu minutach wspinaczki stromymi serpentynami (nadal po żwirze i błocie)

złapała nas gwałtowna burza z gradem – postanowilismy, że jednak lepiej będzie zawrócić. Dotarlismy na wysokosć 3200 m.n.p.m.

Zziębnięci i zmarznięci zjechalismy do czekajacych chłopaków, u których w dolinie nadal było słońce i ciepło.

Aby uciec przed burza, pędzilismy co sił do głównej drogi, a potem wzdłuż niej w kierunku do trasy na Osh, chca znalezć miejsce na nocleg, zanim burza nas dogoni.

(a po okolicy kręciło się juz kilka burz z chnur, które zebrały się nad górami po upalnym dniu).

Wreszcie, tuz przed samym zmrokiem znalezlismy miejce na namiot nad rzeka, gdzies za miejscowoscia Aral (nadal wzdłuż A367). Rozbilismy namioty w swietle błyskawic,

ale burza sprawiła nam niespodziankę i przeszła bokiem. Przekasilismy cos po ciemku, wypilismy piwo, wznoszac zdrowie Janusza, który miał tego dnia urodziny, i poszlismy spać. Przebieg tego dnia to jakies 350 km.

 

 

12 czerwca – na głównej drodze do Osh

 

Droga A367 zmieniła się z nierownej asfaltówki w reguralny offroad- żwir, tarka, dziury i kamulce. Ale widoki wzdłuż niej nadal były niesamowite. Napotkalismy też ciężarówke, która spadła z drogi do rzeki i tam juz została oraz wejscie do

kopalni (zapenwe krasnoludzkiej). Probowalismy eksplorowac wykute w skale korytarze, ale rozwidlały się, więc zawrócilismy, troche też niepokojac się, jakie zwierzęta moga mieszkać w takie opuszczonej kopalni,

albo jakie odpady mozna tam składować…

Po jakis 100 km malowniczego offroadu dotarlismy do głównej szosy Kirgistanu z Bishkek do Osh (droga M41, która potem przechodzi w Pamir Higway).

Wyjechalismy na nia tuż przy przełęczy Tuz-ashu (3586 m.n.p.m.), troszke poniżej tej wysokosci. Znalezlismy się w samym srodku gór, wysokich, majestatycznych, a droga, pokryta pieknym asfaltem,

wiła się zielona dolina wsród osnieżonych szczytów, dookała zas stały jurty, gdzie mozna było zatrzymac sie i kupic kumys, sery albo zjesć szaszłyk. Co jakis czas drogę tarasowało (a jakże!) stado owiec lub koni.

Ale była to niewatpliwie jedna z najpiekniejszych dróg, jaka mozna jechać – cudowne zakręty, dobry, przyczepny asfalt i niesamowite widoki. Wspielismy się na kolejna przełęcz, 3175 m.n.p.m., gdzie zrobilismy trochę zdjęć.

A potem jechalismy w dół, w dół i w dół, zatrzymujac sie co chwilę, by robić zdjęcia, i składajac się w górskich zakrętach – to była nieopisana frajda!

 

Dojechalismy ta droga aż do zbiornika wodnego Kurp-say, ktory był waskim jeziorem położonym głęboko wsród skał. Znalezlismy jednak zjazd nad wodę i rozbilismy namioty, i znów dzień zakończył się kapiela w malowniczym górskim jeziorze,

ale tym razem i woda, i powietrze były cieplejsze niż nad Issyk-kul. A przy pieczeniu kiełbasek na ognisku towarzyszył nam cudowny księżyc, który wzezedł nad górami i oswietlał skaliste sciany jeziora.

Kolejny piekny, magiczny wieczór.