Epopeja wizowa

Postanowiliśmy opisać, jak ubiegaliśmy się o poszczególne wizy, ku przestrodze i aby doradzić tym, którzy chcieliby wybrać się do „Stanów” i Rosji. Procedury wizowe do tych krajów nie są bowiem wcale proste, łatwe i przyjemne… Także wizyty w konsulatach były dla nas podróżą w świat, o którego istnieniu troszkę już zapomnieliśmy. Zatem ku nauce i uciesze – przedstawiamy naszą epopeję wizową. Na końcu wpisu znajdziecie tabelkę z kosztami jakie ponieśliśmy załatwiając wizy (podane ceny dotyczą tylko takiego rodzaju wiz, jakie my sobie wyrabialiśmy, ale pełne cenniki wizowe dostępne są łatwo w Internecie).

mapy2

Tadżykistan

Tu było stosunkowo prosto – należy wypełnić wniosek wizowy w dwóch egzemplarzach, koniecznie czarnym długopisem, załączyć dwa zdjęcia i paszport i wysłać kurierem do konsulatu – w naszym przypadku kurier wiózł nasze wnioski do Berlina. Ważne jest, jeśli chce się przejechać przez Pamir Highway, aby pamiętać o zaznaczeniu, że zamierzamy odwiedzić G.B.A.O. (Gorno-Badakhshan Autonomous Province czyli autonomiczny okręg  tuż przy granicy z Afganistanem i Chinami, przez który prowadzi większość Pamir Highway). Należy po prostu wpisać „G.B.A.O” w rubrykę wniosku, w której podajemy miejsca, jakie zamierzamy odwiedzić. Po otrzymaniu paszportu z powrotem mamy w nim nie tylko wklejoną wizę tadżycką, ale także pieczątkę uprawniająca do wjazdu do G.B.A.O.  Nie jest wymagane deklarowanie dokładnych miejsc i hoteli w których chcemy spać, ale dopisek GBAO to podstawa!

W trybie normalnym cała procedura trwa około 2 tygodni, a w trybie ekspresowym, który kosztuje dwukrotnie drożej – 4-5 dni roboczych. Standardowy koszt turystycznej wizy tygodniowej to 35 EUR, za każdy tydzień dłużej dopłata 5 EUR. Koszt kuriera do Berlina w naszym przypadku wyniósł około 200 PLN (jeśli jedziecie w grupie, można wysłać jednym kurierem kilka paszportów i podzielić ten koszt).

Uzbekistan

To z kolei najbardziej przyjazna ambasada w Warszawie – w naszym przypadku okres oczekiwania na wizę trwał kilka godzin, przy złożeniu dokumentów rano, po południu mieliśmy już paszport z gotową wizą. Wydział konsularny działa tylko w poniedziałki, środy i piątki. Zanim jednak pójdziemy do ambasady, należy załatwić sobie voucher turystyczny na pobyt w Uzbekistanie, wystawiany przez działającą tam agencję turystyczną. Voucher ma opisywać nasz plan pobytu. Załatwienie vouchera dla nas, za pośrednictwem polskiej agencji wizowej, trwało około 3 tygodni i kosztowało około 200 PLN. Poza voucherem ważnym dokumentem jest zaświadczenie o zatrudnieniu (może być wydane w naszym języku ojczystym, musi jednak zawierać pieczęć firmową zakładu pracy, jego NIP, informację o naszym stanowisku i formie zatrudnienia). Ponadto trzeba wydrukować i podpisać oświadczenie, że nie będzie się obozowało pod gołym niebem, a wszystkie noce w Uzbekistanie należy spędzić w hotelach. Oświadczenie zawiera też dużo innych przepisów, do których przestrzegania się zobowiązujemy, jednak zakaz obozowania jest najważniejszym z nich.

Koszt wizy turystycznej 30-dniowej to 30 EUR + 10 EUR za dwukrotność wjazdu.

Kazachstan

Od 10 lutego 2014 ambasada Kazachstanu w Warszawie wprowadziła regulację, że nie można składać wniosków wizowych przez pośredników typu agencje turystyczne – trzeba zatem stawić się osobiście na ul. Królowej Marysieńki 14 i stanąć w kolejce przed furtką ambasady. Kolejka stoi pod gołym niebem, po prostu na chodniku pod ogrodzeniem ambasady i zaczyna się formować już około 7 rano (wydział konsularny pracuje tylko od 9 do 12, przez cztery dni w tygodniu – środa jest dniem bez interesantów). Kiedy pojawiliśmy się pod ambasadą za pierwszym razem o 9 rano, okazało się, że mamy bardzo odległe miejsce w kolejce, a poza tym pierwsi obsługiwani są interesanci, którzy odbierają już wydane wizy. Staliśmy więc nie wierząc, że uda nam się dostać do okienka, obsługiwanego tylko przez jedną urzędniczkę. I rzeczywiście – nie udało się.

Następnego dnia nauczeni doświadczeniem wysłaliśmy ochotnika, który zajął nam miejsce już o 7:30 rano. Przed nami było tylko 6 osób do złożenia dokumentów, no i kilkanaście po odbiór. Udało nam się zatem dostać do okienka i złożyć papiery jeszcze przed godziną 11. W oczekiwaniu na zaproszenie na teren ambasady (stoi się pod furtką i tylko przez domofon bezosobowy głos mówi, ile osób może wejść i zostać obsłużonych) poznaliśmy grupę opiekunów kierowców TIRów, którzy w tej kolejce stoją codziennie. Obserwowaliśmy też urzędników ambasady, przystojnych młodzieńców o migdałowych oczach, w idealnie skrojonych garniturach, którzy przybywali do ambasady tuż przed 9 rano i przechodzili koło naszej kolejki traktując nas jak powietrze.

Kiedy wreszcie Głos-z-Domofonu ogłosił, że możemy wejść na teren ambasady, skierowaliśmy się do sutereny willi, wydział konsularny mieści się bowiem poniżej poziomu gruntu – w połowie zejścia na dół jest tam żeliwna krata przy schodach prowadzących na górę, do ambasady – i przy tej kracie młody urzędnik odbiera od interesantów telefon komórkowy i dowód osobisty, wręczając w zamian numerek. Nie rozumiem, czemu akurat komórka i dowód ma być „zastawem”, ale też nikt tego nie tłumaczy ani nie kwestionuje (my również grzecznie oddaliśmy nasz sprzęt) … Na samym dole schodów jest niewielki pokoik, w którym znajduje się jedno jedyne okienko, a w nim śliczna i bardzo skrupulatna, migdałowooka urzędniczka. Należy pokazać  jej voucher z biura turystycznego (nasz załatwiliśmy w czasie około 2 tygodni przez polską agencję, kosztował nas około 300 PLN), zaświadczenie o zatrudnieniu, wypełnione podanie o wizę i kwestionariusz wizowy, z wklejonym zdjęciem (podanie i kwestionariusz można ściągnąć ze strony ambasady i wydrukować). Urzędniczka ogląda wszystkie te dokumenty, podnosi pod światło i sprawdza, czy są czytelnie wypełnione – np. koledze zwróciła uwagę na literówkę w adresie hotelu. Po sprawdzeniu, że wszystko się zgadza, otrzymujemy mały kwitek z numerem konta i wpisaną długopisem kwotą – my za naszą wizę zapłaciliśmy 50 EUR (35 EUR za wizę turystyczną + 15 EUR za dwukrotność wjazdu). Z kwitkiem tym należy się udać na ul. Przyczółkową, do oddziału banku Millenium (jakieś 500m od ambasady) i tam dokonać wpłaty. Oryginał potwierdzenia wpłaty trzeba potem przynieść do Ambasady – ale tym razem nie trzeba już czekać w kolejce! Wystarczy wrzucić go do białej skrzynki umieszczonej na bramie willi.

Tydzień później można ustawić się ponownie w kolejce, tym razem po odbiór (procedura wizowa trwa 5 dni roboczych). Tym razem Głos-z-Domofonu prosi najpierw tych, co po odbiór, więc oczekiwanie trwa krócej i można z wyższością instruować nowicjuszy w kolejce, jak działa procedura. Po wezwaniu znów oddajemy komórkę i dowód panu za kratą i z kopią potwierdzenia wpłaty udajemy się do okienka. Tam piękna urzędniczka podaje nam zwykły zeszyt formatu A4, w kratkę, z narysowaną długopisem tabelką, w której kwitujemy odbiór paszportu. W tym samym czasie urzędniczka wkleja nam wizę w paszport i możemy cieszyć się z zakończenia kolejnego procesu wizowego.

Rosja

Z wizami do Rosji mieliśmy najbardziej dramatyczne przejścia: udało nam się zdobyć wizę dopiero za czwartym podejściem… Napięta sytuacja polityczna i konflikt rosyjsko-ukraiński sprawiły, że urzędnicy w konsulacie stali się nadzwyczaj skrupulatni i dokumenty, które wcześniej były wystarczające – odsyłali, odmawiając wizy i żądając innych. Ale po kolei.

Zaczęliśmy od wizy biznesowej, chcieliśmy bowiem mieć wizę jak najdłuższą i z możliwością dwukrotnego wjazdu, aby móc wrócić przez Rosję (w tej wersji trasy chcieliśmy ominąć Azerbejdżan, który pobiera sporą kaucję za wjazd własnym środkiem transportu). Agencja wizowa załatwiła dla nas zaproszenia biznesowe, wystawione przez rosyjską agencję turystyczną (zaproszenia takie kosztowały prawie 400 zł, wiza biznesowa to droga rzecz). Nasza agencja złożyła wnioski wizowe wraz z ubezpieczeniem (koniecznie musi być wykupione w TU Europa) oraz z tymi zaproszeniami w biurze podawczym na Starościńskiej w Warszawie – i dokumenty te zostały odrzucone, gdyż urzędniczki stwierdziły, że agencja turystyczna nie może zapraszać na spotkania biznesowe ludzi pracujących w trzech różnych firmach z innej branży – wg. rosyjskich przepisów biznesowo odwiedzać się mogą tylko pracownicy firm działających w tej samej branży. Nasza agencja poradziła nam, żeby te same papiery złożyć osobiście w konsulacie, gdzie urzędniczki są bardziej przyjazne, i aby nie łączyć nas w jedną grupę zasugerowała, by  każde z nas złożyło papiery innego dnia.

Aby złożyć wniosek wizowy w konsulacie rosyjskim należy zarejestrować się przez stronę internetową wydziału konsularnego (tutaj link) – dostaje się wtedy konkretny termin (zwykle odległy o kilka dni), kiedy trzeba się stawić w konsulacie na ul. Belwederskiej. Tu także czeka się pod płotem, przy furtce z domofonem – i tu także bezosobowy Głos-z-Domofonu wpuszcza na teren konsulatu tylko osoby zapisane i według swoich własnych reguł. Kiedy Głos zaprosi do środka, należy w szafkach pod płotem zostawić wszelkie torby lub plecaki („biez torebki wchodi”) i tylko z dokumentami wejść do środka. W konsulacie są 4 okienka, w których pracują panie mówiące po rosyjsku (polski rozumieją, ale raczej słabo).  Panie przyjmują dokumenty, wydają niewielki kwitek, na którym ręcznie wypisana jest kwota do zapłaty – i wtedy należy opuścić konsulat, znów wrócić przez furtkę, biegusiem na drugą stronę ulicy i tam zapłacić w agencji turystycznej, która pobiera 12 zł prowizji. Nasza opłata za 90-dniową wizę biznesową wyniosła 154 zł plus prowizja. Potem truchtem (żeby Panie się nie zniecierpliwiły) należy powrócić pod furtkę z potwierdzeniem wpłaty, poczekać, aż Głos-z-Domofonu zezwoli na wejście, i przekazać dowód wpłaty urzędniczce z okienka nr 1, która prowadzi kasę wydziału konsularnego.

Niestety nasz plan z oddzielnym składaniem papierów nie zadziałał, w konsulacie i tak połączono nasze aplikacje i odrzucono nasze dokumenty, z tym samym uzasadnieniem – nie przysługuje nam wiza biznesowa, gdyż zaproszenie mamy z firmy z branży niezwiązanej z nami. Zalecona nam ubiegać się o wizę turystyczną. No i kłopot, bo turystyczna wiza rosyjska może trwać maksimum 30 dni, a my potrzebowaliśmy dłuższej. Jednak okazało się w międzyczasie, że aby dostać wizę turkmeńską i tak musimy jechać przez Azerbejdżan. W tej sytuacji potrzebowaliśmy wizy rosyjskiej tylko na przejazd przez Rosję w jedną stronę, zatem turystyczna wiza jednokrotna okazała się być wystarczająca. Nasz agencja wizowa, jako że z powodu ich doradztwa straciliśmy prawie dwa tygodnie na bezskuteczne ubieganie się o wizę biznesową, zaoferowała, że wizę turystyczna wyrobi nam bez dodatkowych opłat, poniesiemy tylko opłatę konsularną (która niestety w przypadku wizy turystycznej w trybie ekspres jest wyższa i wyniosła 307 zł od osoby).

Podjęliśmy zatem trzecią próbę – złożenia wniosków o wizę turystyczną przez biuro podawcze, a że mieliśmy już opóźnienie, chcieliśmy wyrobić wizę w trybie ekspresowym – i urzędniczki znów nie przyjęły naszych wniosków, domagając się podania z uzasadnieniem, czemu chcemy wyrobić wizę ekspresowo. To opóźniło nasze aplikacje o kolejny dzień, ale po napisaniu takiego podania, w którym uzasadniliśmy, że wprawdzie do wyjazdu jeszcze miesiąc, ale musimy jeszcze wyrobić dwie wizy do innych państw – wreszcie przyjęli nam papiery i po dwóch dniach roboczych mieliśmy w paszporcie turystyczną dwutygodniową wizę rosyjską. Ufff.

Azerbejdżan

Wizy do Azerbejdżanu wyrabia się zdalnie – po wysłaniu skanów wymaganych dokumentów (wypełniony wniosek, potwierdzenie rezerwacji w hotelu, skan dowodu rejestracyjnego pojazdu, skan paszportu i zdjęć) otrzymuje się e-wizę – dokument, który uprawnia do otrzymania wizy po przybyciu na granice z Azerbejdżanem. Warto znaleźć agencję wizową, która ma w Azerbejdżanie kontakty i będzie w stanie załatwić rezerwacje hotelową spełniającą wymagania konsulatu azerskiego (wymagana jest potwierdzenie rezerwacji w formie pisma na papierze firmowym hotelu, wydruk z booking.com nie wystarczy…).

Po wysłaniu wszystkich tych skanów należy tylko czekać – i po około 2-3 tygodniach otrzymuje się e-wizę, którą należy wydrukować i mieć przy sobie przybywając do Azerbejdżanu. Koszt takiej e-wizy to 350 zł od osoby.

Z punktu widzenia motocyklisty lub kierowcy podróżującego własnym samochodem należy też pamiętać o kaucji za pojazd – należy ją wpłacić w gotówce na granicy i wynosi około 3,5 tys. USD, przy wyjeździe z kraju kaucja jest zwracana.

 

Turkmenistan

Z Turkmenistanem też jest niełatwo, bo to państwo totalitarne – oficjalnie otrzymać można wyłącznie wizę turystyczną – ale wiąże się ona z tym, że przez cały pobyt towarzyszy nam osoba z biura turystycznego, która nieustannie pilnuje, dokąd się przemieszczamy i patrzy nam na ręce. Aby otrzymać taką wizę trzeba przedstawić zaproszenie z agencji turystycznej wraz z całym programem zwiedzania – i konsekwentnie się tego programu trzymać. Zapytaliśmy więc o taką ofertą i nawet ją dostaliśmy – nocleg w 4* hotelach, wyżywienie i transport (nawet jak nie potrzebowaliśmy), przewodnik po muzeach – czyli full wypas. Cena też była full wypas – tylko 1000 USD za 4 dni. Zachwyceni ofertą, zażyliśmy tabletki na uspokojenie i (już) spokojnie zrezygnowaliśmy z pobytu z przewodnikiem.

Postanowiliśmy pójść inną ścieżką, ale też ryzyko, że nie dostaniemy wizy, wzrasta – istnieje możliwość otrzymania wizy tranzytowej, ale tylko wtedy, kiedy ma się już w paszporcie wizy państw ościennych i uzasadni się przekonująco, że nie da się przejechać planowanej trasy inaczej niż przez Turkmenistan.  Chytry plan przejazdu Uzbekistan – Turkmenistan – Uzbekistan oraz Uzbekistan-Turkmenistan-Kazachstan niestety umarł zanim się zaczął. Z Uzbekistanu można przeprawić się tranzytem tylko do Iranu albo do Azerbejdżanu – koniec i kropka.  Takie podanie rozpatruje osobiście konsul (w naszym przypadku urzędujący w Wiedniu). Konsul sam ocenia, czy rzeczywiście nie mamy innej opcji i musimy jechać tranzytem przez turkmeńską pustynię. Oczywiście musimy też dokładnie zadeklarować przebieg trasy i jeśli lokalne służby milicyjne wylegitymują nas gdzieś poza tą trasą – możemy mieć poważne problemy.

Walczymy zatem o taką wizę i liczymy na życzliwe oko konsula w Wiedniu. Trzymajcie kciuki!

Koszt tej zabawy to 450 zł od osoby za wizę plus 450 zł za kuriera do Wiednia (dzielone na naszą czwórkę).

A oto ile nas to wszystko wyniosło:

koszty wiz podsumowanie

Share your thoughts