Droga na Wołgograd

Ostatnio nadawaliśmy na blogu z Kowna – w międzyczasie sporo się wydarzyło… Napiszemy tu pokrótce, co się działo, jak zwykle ilustrując zdjęciami.

Z Kowna wyruszyliśmy w stronę Łotwy, ale nie była to łatwa podróż – przekonaliśmy się tego dnia, że życie objuczonego motocyklisty nie jest łatwe… Najpierw szukaliśmy warsztatu, żeby dokonać drobnych poprawek w naszych maszynach, potem przy wyjeżdżaniu z miasta kilkukrotnie poprawialiśmy sakwy, w efekcie opuściliśmy Kowno po południu, a nie rano, jak planowaliśmy. Jeśli wydawało Wam się, że życie motocyklisty-nomada to beztroska jazda przed siebie, to bardzo się mylicie – trzeba zadbać o mnóstwo rzeczy, samo pakowanie o poranku pochłania dwie godziny, a poprawki bagażu i organizacyjne “drobiazgi” zabierają cenny czas, który powinniśmy spędzać na jeździe. Na szczęście w chwilach przerwy na rozprostowanie kości mozna sie troche powygłupiać 🙂

2014-05-19 18.09.12

Mimo trudności udało nam się pod wieczór dotrzeć do zarezerwowanych kwater w okolicy łotewskiej miejscowości Ludza, niedaleko granicy z Rosją. Kwatery okazały się urokliwymi drewnianymi domkami nad jeziorem, a dala od cywilizacji i w pięknych okolicznościach przyrody. Aby tam dojechać pokonaliśmy pierwszy dla nas odcinek offroadowy – droga dojazdowa pokryta była sypkim, kurzącym się żwirem, a później zmieniała się w normalna piaszczystą leśna gruntówkę…

2014-05-19 20.13.46

Domki były bardzo przyjemne, i następnego dnia ruszyliśmy ku rosyjskiej granicy. Na granicy trochę czasu zeszło, ale głównie z powodu tego, że procedury rejestrowania pojazdów na tzw. “wriemiennyj wwoz” są dość złożone, więc zanim nasza czwórka kolejno została odprawiona – minęło ponad 2 godziny. Celnicy byli jednak uprzejmi i mili, nie mieliśmy żadnych problemów.

To, co uderzyło nas na Łowie i w Rosji, to fakt, że na wszystkich stacjach benzynowych trzeba płacić z góry za paliwo – trzeba zatem wywróżyć, na ile litrów jest miejsce w baku. Po kilku tankowaniach jednak mamy już w tym wprawę 🙂

Po przekroczeniu granicy kierowaliśmy się na Smoleńsk – wieczór zastał nas około 100 km przed tym miastem, zatem znaleźliśmy miejsce na nocleg – opuszczony hangar.

2014-05-20 19.57.12

 

Kolejny dzień to wizyta na cmentarzu w Katyniu  -to bardzo sprzyjające zadumie miejsce, zrobiło na nas wielkie wrażenie.

2014-05-21 11.31.02

Potem sporo czasu spędziliśmy na zakupach i wymianie walut w Smoleńsku – czekała nas zatem długa jazda do późna, by nadrobić stracone w mieście godziny. Niestety, wieczorna jazda w stanie zmęczenia skończyła się pechowo dla jednego z nas – pod miejscowością Kaarchev, za Briańskiem, Janusz niefortunnie przewrócił moto w piachu na poboczu – i złamał rękę. Na szczęście stało się to koło szpitala, gzie bardzo szybko udzielono mu pomocy. Zostaliśmy na noc w hotelu w Karachevie – a następnego poranka po trudnej i długiej naradzie zdecydowaliśmy się kontynuować podróż we trójkę – Janusz zaś kuruje rękę i szuka transportu do Kazachstanu, aby dołączyć do nas później na trasie. Trzymamy kciuki, aby mu się to udało.

Po rozstaniu z Januszem przez dwa dni intensywnie jechaliśmy, po drodze nocując pod namiotem koło miejscowości Dobrinka pod Tambovem – i wieczorem 23 maja zameldowaliśmy się w Wołgogradzie. O tym, co tu zobaczyliśmy i jak nam się podobało – w kolejnym wpisie.