Buchara – Chiwa – Ayaz-Kala – Buchara (29 czerwca – 3 lipca)

29 czerwca wstalismy o 3:30 rano, zeby wyruszyc z Buchary do Chiwy (jakies 440 km) i dotrzec przed popoludniowym uderzeniem upalu.

Sniadanie w formie suchego prowiantu, ktory dostalismy w hotelu, zjedlismy po drodze w promieniach wschodzacego nad pustynia slonca (bo po wyjezdzie z Buchary natychmiast zaczelismy jechac przez pustynie). Droga przez okolo polowe dystansu okazala sie zreszta znakomita, nowa dwupasmowa autostrada, wiec dojechalismy szybko, i bez problemow ze zdobyciem paliwa, ktorych sie obawialismy.

W Chiwie ulokowalismy sie w hotelu poleconym przez wlascicieli hotelu z Buchary – i to byl swietny wybor, bo, mielismy bardzo fajny taras z widokiem na stare miasto, pyszne, obfite sniadania i przemila, pomocna gospodynie, ktora z usmiechem pomogla nam zalatwic wszystko, czego potrzebowalismy, lacznie z zatankowaniem bardzo dobrej benzyny (od sasiada, na prywatnym podworku, z 5-litrowych baniakow). Zreszta okazalo sie, ze z takich nieoficjalnych zrodel pochodzi najlepsza benzyna, a to, co mozna dostac na nielicznych otwartych stacjach benzynowych jest watpliwej jakosci.

Chiwa okazala sie zupelnie inna niz Buchara – w kwestii podejscia do turystow i ogolnego klimatu miasta, bo budowle i zabytki podobne w stylu, choc nieco mlodsze. Otoz Buchara to miasto tetniace zyciem, zwlaszcza wieczorami i bardzo dbajace o turystow. Natomiast w Chiwie znalezienie knajpy, ktora nas zechce nakarmic bylo niezwyle trudne, a po zmroku miasto bylo kompletnie wymarle. No i jakosc obslugi – straszliwa, wszyscy, poza naszymi gospodarzami w hotelu, traktowali nas jak zlo konieczne i bardzo niechetnie obslugiwali nas (co oczywiscie nie przeszkadzalo im brac dodatkowych 15% od rachunku za serwis).

Niemniej starowka zamknieta w pierscieniu wielkich obronnych murow robi wrazenie, niewatpliwie jest to miasto malownicze i warte zobaczenia. Po poludniu drugiego dnia pobytu, czyli 30 czerwca, rozpetala sie burza piaskowa, i wtedy miasto zaczelo wygladac inaczej – i stalo sie jeszcze bardziej wymarle. A kiedy nastepnego dnia wyruszalismy do niezbyt odleglej twierdzy Ayaz-Kala, temperatura znacznie spadla i przez najblizsze dni towarzyszyl nam mocny, porywisty wiatr.

Ayaz-Kala to jedna z twierdzy z pierscienia ponad 50 twierdz okalajacych miasteczko Boston, na polnoc od Chiwy i Urgench. Miejsce jest niesamowite – samotna gora na srodku pustyni, na szczycie gory twierdza, obok mniejsza na mniejszym wzgorzu, a u stop twierdzy miesci sie kamping w jurtach, gdzie mozna zanocowac, zjesc i ogolnie jest to swietna baza wypadowa. Do twierdzy z Chiwy jest niewiele ponad 100 km, a my zrobilismy tego dnia jeszcze dodatkowo prawie 200 km jezdzac po okolicy i ogladajac inne twierdze. Najciekawsza byla jednak Ayaz-Kala, ktora zostawilismy sobie na deser. Wchodzac na mury przez piaski pustyni zastanawialismy sie, jak bardzo niewdziecznym zadaniem bylo zdobywanie takiej twierdzy – w upale i piachu, pod stroma gore…

Jezdzac po okolicy mielismy tez okazje zobaczyc jak wyglada uzbecka prowincja – i nie byl to pozytywny widok – male wioski zlozone z glinianych domow o krok od tego, by nazwac je lepiankami, pozamykane skelpy, puste stacje benzynowe – raczej niewesolo bylo jezdzic po tym rejonie. Natomiast samo miejsce noclegu – jurty na wzgurzu, z widokiem na twierdze i pustynie – bylo basniowe. Do tego trafila nam sie lokalna impreza – mezczyzni z sasiedztwa przyjechali na kolacje, pili wino, grali na lokalnych instrumentach, tanczyli – wiec nasz wieczor na pustyni nabral nowego kolorytu, wzbogacony mozliwoscia obserwacji, jak wyglada zwykla lokalna impreza – dla nas bardzo niezwykla i malownicza.

Nastepnego dnia posileni sutym sniadaniem zlozonym z frytek, grilowanego miesa, warzyw, owocow i lokalnych slodyczy, ruszylismy z powrotem w strone Buchary. Znow udalo nam sie zatankowac “pokatnie”, z malej niepozornej budki, gdzie ukryta byla beczka z paliwem, i znow bylo to paliwo dobrej jakosci. I znow przelot autostrada przez pustynie, tym razem w chlodnym, bocznym wietrze.

W Bucharze zakwaterowalismy sie w tym samym hotelu, ktory tymczasem przyciagnal innych bajkerow – wygodne patio, gdzie mozna schowac motocykle to duza zaleta. Wieczor spedzilismy wiec rozmawiajac z kolegami z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Spotkalismy tez Mirona – polskiego autostopowicza, z ktorym spedzalismy noc w Sary-Tash – wieczor uplynal wiec na opowiesciach z Pamiru i innych miast po drodze.

Dzies tez relaksujemy sie w Bucharze, oczekujac na poczatek wizy do Turkmenistanu – jutro o poranku zamierzamy stawic sie na granicy, a pierwsza turkmenska noc spedzimy w Merw.

Share your thoughts