Ałmaty – miasto miłych zapachów

05 czerwca 2014

Z Bishkeku wyruszylismy ruchliwa miejska droga i tuz po wyjeździe z miasta, w terenie zabudowanym mielismy pierwsze spotkanie z policją, które zakończyło się zapłaceniem “frycowego”. Jechaliśmy 79 km/h przy ograniczeniu 60, panowie zastosowali
szantaż, że zabiora prawo jazdy, pokazali nam plik praw jazdy zabranych innym kierowcom, więc przestraszeni zaczęliśmy protestować. Wykorzystali zręcznie nasza panike i zaordynowali po 2000 som od osoby (czyli jakieś 120 zł od osoby), ktore schowali sobie do kieszeni… No cóż, w końcu musiał
nastąpic ten moment.

Po kilku chwilach dojechalismy do granicy, gdzie udało nam się, dzięki byciu egzotycznymi zwierzętami na motocyklach, przejść procedurę graniczną bez kolejki – cały proces na obu granicach zajął 1,5 h, zaczynamy juz znac na pamięć niezbedne formalności.

Droga od granicy do Ałmaty okazał się bardzo fajna, śliczne zakręty przez góry, a część drogi biegla przez tereny, które wyglądały jak Shire, i góry na horyzoncie, coraz większe i większe. Doszlismy do wniosku, że gdyby Peter Jackson nie nakręcił Władcy Pierścieni w Nowej Zelandii,
mógłby zrobic to tutaj – zielone malownicze pagórki i majesteatyczne osnieżone szczyty… Pięknie. Cały przebieg Bishkek-ałamty to nieco powyżej 200 km.

Pierwsze wrażenia z Ałmaty – mega góry widoczne z wiekszości punktów w mieście, nowoczesne, szklane apartamentowce, sympatyczne knajpki i ładne zapach – karmel, czekolada, grilowane mieso sprzedawane na ulicy w uboższych dzielnicach, shisha (wiele knajpek ją oferuje), kwitnące róże na miejskich placach.

Wieczorem pojechaliśmy zobaczyć się z Januszem, który czekał na nas pod Ałmaty w mieszkaniu kierowcy Tira, który pomógl mu po stłuczce i przywiózł wraz z motocyklem do Ałmaty. Zostalismy tam poczęstowani domową wędzoną-suszoną rybą, kiszonymi ogórkami i pomidorami, herbatą z kozim mlekiem – słowem: lokalnymi specjałami.
No i porozmawialiśmy z tymi ludźmi, którzy żyją bardzo prosto, ale są bardzo życzliwi, otwarci i opowiadają cudowne historie o życiu w Kazachstanie. Gospodarz pokazał nam album swoich zdjęć – na których zawsze były tiry, ale na tle gór Ural, albo Bajkału, albo w zaspach 2-metrowego sniegu… Ciekawie było go posłuchać i spędzić
u nich wieczór.

06 czerwca 2014
Nastepnego dnia Janusz miał jeszcze zmieniać opony i doprowadzac motocykl do porządku, a my pojechalismy na niewielka wycieczkę w pobliskie góry, odkryliśmy lokalny ośrodek sportów zimowych i ekskluzywne wille z widokiem na ośnieżone szczyty – połozone na wysokości 2400 m.n.p.m. Po wycieczce posiedzieliśmy jeszcze w mieście,
relaksując sie przy shishy przy jednej z głownych ulic – a później Janusz dołączył do nas w hotelu i zajęliśmy sie planowaniem, co dalej – a dalej trasa wiedzie nas w strone parkow narodowych, kanionu Szaryńskiego, i ogólnie – w góry.
Zatem mozliwe, że nie będziemy nadawać na bieżąco, bo tam może byc problem z dostepem do internetu.

Tymczasem – pozdrowienia z nowoczesnej, wielkomiejskiej Ałamaty. Trzymajcie kciuki, bo nasza wycieczka znów zmienia się w wyprawę.