9 czerwca – wycieczka do jeziora Kandyi i granica Kirgiska

Po wyruszeniu znad jeziora Bartogai postanowilismy sie rozdzielić – Janusz został w Kopkek na kawie, a potem miał spokojnie dojechac do Kegen i poczekać na resztę ekipy –

która zapragneła dotrzeć do odległego o jakies 130 km jeziora Kandyi, które powstało w wyniku osunięcia sie ziemi i zalania lasu – i stad jego słynne, sterczace z wody pnie drzew.

Pojechalismy zatem na południe, a potem na zachod, niesamowicie pieknym widokowo kawałkiem trasy wzdłuż kanionu szarynskiego, tylko nieco w górę rzeki.

Widowiskowo było bardzo, ale do zaplanowanego jeziora nie dotarlismy – jakies 30 km przed nim droga zrobiła się tak zła, że zrezygnowalismy – nie żałujemy

jednak, bo widoki z trasy wynagrodziły nam bezowocna wycieczkę.

 

Po drodze do Kegen złapała nas ogromna burza (jak sie potem okazało, Janusza też, tylko on jechał w niej nieco wczesniej, i jego porzadnie zlał deszcz). My zdażylismy

ubrać sie w przeciwdeszczowe kombinezony, ale za to oberwanie chmury zdołało zmienić drogę na przełęcz w kierunku Kegen w rwaca, porywista rzekę, niosaca luzne kawałki skał.

Musielismy przejechać ta rzeka pod prad, pod górę – dla mnie był to pierwszy poważny sprawdzian – i udało się przejecha cbez problemów, choć z dusza na ramieniu.

Pozwyżej rwacej rzeki zas okazało się, że burza zasypała drogę 1-2 cm warstewka sniegu. A jeszcze tego ranka w słońcu ogladalismy nasze opony, dyskutujac o tym, że

maja oznaczenie mud & snow – i proszę, od razu sie przydały…

 

w Kegen odnalezlismy Janusza i ruszylismy dosćżwawo w kierunku granicy, bo wiedzielismy, że jest czynna do 18, a było juz po

południu. Droga z miasteczka do granicy okazała się żwirowym, pełnym dziur offroadem – ewidentnie w tym kawałku kraju przyjazń między Kazachstanem i Kirgistanem nie jest

zbyt pielęgnowana. Urzędnicy celni po kazachskiej stronie na przejsciu byli mili, ale pogranicznicy zatrzymali Janusza, gdyż na swojej karcie migracyjnej (taka mała karteczka,

która dostaje się przy wjezdzie do kraju) nie miał pieczatki z policji (a cudzoziemcy sa zobowiazani zarejestrowac się po 5 dniach pobytu). My po powrocie z Biszkeku bylismy w Kazachstanie tylko

4 dni, więc nie mielismy tego problemu. Brak pieczatki Janusza był jednak nie do przeskoczenia, jedynym rozwiazaniem ył powrót do Kegen, zapłacenie mandatu i uzyskanie pieczatki od lokalnej policji.

Zatem Janusz w towarzystwie Stojana wracał w tempie ekspresowym po tej paskudnej drodze, aby zdażyć powrócic z pieczatka przed 18 – została im na trasę w obie strony

i na zdobycie pieczatkkii niecała godzina. Zdażyli, ale kosztem handbara Stojana i pękniętego gmola trzymajacego osłone silnika w jego motocyklu. A Janusz zapłacił

mandat w wysokosci 100 USD! Kazachscy urzędnicy niezle się tego dnia oblowili.

Kirgiska strona przejscia była szybka i bezbolesna. Mili celnicy poinformowali nas, że czeka nas 40 km offroadu w strone Issyk-kul, a potem “highway” – i dokładnie tak było.

Pędzielismy przez ten offroad, aby zdażyc przed zmrokiem, ale nawet w tym tempie zauważylismy, że Kirgistan jest niezwykle piękny – malownicze wawozy, zielone łaki na zboczach wzgórz,

drzewa w dolinach górskich rzek i ubogie, proste wioski – wszystko to tworzy krajobraz urokliwy, dziki i malowniczy. No i oczywiscie stada krów, kóz, owiec i koni, które

raz po raz musielismy omijać na drodze…

 

po wjechaniu na asfalt kontynuowalismy jazdę, bo chielismy po tym pełnym wyzwań dniu zatrzymać się na noc w hotelu, a najbliższy był w miejscowosci Karakol, nieopodal jeziora Issyk-kul.

znalezlismy hotel, rozlokowalismy się, zjedlismy pyszne smazone manty w lokalnej knajpce i udalismy się do kafejki internetowej, skad udało mi się wysłac szybki

update naszej sytuacji. A potem, o północy lokalnego czasu – padlismy ze zmęczenia, spać.