7 i 8 czerwca – Park narodowy Altyn Emel i Kanion Szarynski

7 czerwca – Altyn Emel

przejechalimy jakies 150 km z Almaty, i poem szukalismy wjzadu do parku narodowego. Koordynaty, ktore podal nam garmin zaprowadzily nas do czegos, co wygladalo jak zburzone bunkry. Potem lokalnu mieszkancy wskazali nam droge przez gory, cudna, to byly pierwsze niesamowite widoki – a na przeleczy Altyn Emel zrobilismy przystanek na doskonale szaszlyki, pierozki i czaj.
Potem wiekszosc dnia zajelo nam szukanie parku narodowego, i slynnej spiewajacej wydmy, gdzie straznicy parku nas zawrocilі, okazalo sie, ze mozemy tam wjechac tylko z przewodnikiem, a jako nocleg mamy do wyboru tylko platny camping lub bardzo drogi hotel – wiec odjechalismy.

Po drodze z Altyn Emel do kanionu Szarynskiego znow mielismy piekne widoki – plaska dolina miedzy dwoma pasmami gor, duzo zdjec robionych sobie wzajemnie. Zdecydowanie najladniejszy widokowo kawalek Kazachstanu.

Kilkadziesiat kilometrow dalej – rzeka Szaryn i pierwsz spotkanie z kanionem, weselnicy na punkcie widokowym, ktorzy koniecznie chcieli sobie z nami zrobic zdjecia. Chwile potem udalo nam sie znalezc fajne miejsce do spania pod namiotem kolo rzeki, wsrod drzew.

8 czerwca

Rano wyjazd z kampingu, niecale 100 km do wlasciwego kanionu – i caly dzien spedzony na offroaodowym szwendaniu sie wzdluz kanionu – niesamowite widoki, super zdjecia, zalapalismy sie nawet na
dziure w chmurach i fotki w sloncu ( ogolnie caly dzien bylo pochmurno i wietrznie). O ile okolice Almaty wygladaly jak Shire, o tyle teraz znalezlismy sie w Grombelardzie z powiesci Feliksa W. Kresa.

Potem za rada lokalnego straznika zostawilismy motocykle na gorze kanionu i zeszlismy na piechote na jego dno (co nie bylo proste, stromo i zwirowo), gdzie okazalo sie znajduje sie
przyjemna knajpa, spozylismy superposilek – grilowana baranine i kurczaka. Pokrzepieni, wspielismy sie z powrotem na gore, ciagle pod wrazeniem niesamowitych formacji skalnych i widokow.

Potem ruszylismy w strone jezora Bartogai, gdzie zamierzalismy spedzic noc. Droga do jeziora znow okazala sie bardzo przyjemna i obfitujaca w malownicze widoki, a samo jezioro – turkusowe i u podnoza
niezwykle fotogenicznych gor spelnilo wszelkie oczekiwania. Rozbilismy oboz na jego brzegu i wykapalismy sie w nim (choc woda byіa dosc zimna). Wieczor skonczyl sie piwem, czyszczeniem toreb
po rozlanym oleju (ja i Janusz mielismy oboje ten problem, po naszych niegroznych upadkach tego dnia, jednak bagaze ucierpialy i olej postanowil uciec z butelek).
Poza tym porywisty wiatr sprawil, ze walczylismy z porzadnym umocowaniem sledzi do namiotow. Jednak uroda miejsca wynagrodzila nam wszystkie trudy.

A nastepnego dnia widoki i okolicznosci przyrody sklonily niektorych z nas do wstania o swicie i zrobienia fotek w tym niezwyklym, porannym swietle.Niestety pogoda nie chciala wspolpracowac, i w porze przewidzianej
na wschod slonca wial porywisty wiatr, bylo pelne zachmurzenie i lal rzesisty deszcz… ale kiedy wstalismy dwie godziny pozniej, slonce powitalo nas na bezchmurnym niebie, a jezioro znow mialo turkusowy, piekny kolor.