Z Astrachania do Aktobe – trzydniowy przelot przez stepy

Ten wpis obejmuje dni od 26 maja 2014 do 28 maja 2014 – czyli 3 dni przeprawy przez zachodnio-południowy Kazachstan.

Zanim opowiem mrożąca krew w żyłach historię naszej przeprawy przez fatalne drogi zachodniego Kazachstanu, jeszcze poranna impresja z hotelu w Astrachaniu.
Na stronie hotelu w booking.com opisano, że “breakfast is served to the room”. Brzmi wypasnie, prawda? Otóż wygląda to w ten sposob, że z pokoju należy zejść do recepcji,
gdzie pani wydaje po dwie kromki chleba, paczkowane maselko, dżem i jogurt oraz czajnik pelen wrzątku i troche kawy w proszku lub torebke herbaty.
Wszystko to zabiera się ze sobą na górę i spożywa w pokoju. Luksusy, prawda?
Po takim sniadaniu wyjechaliśmy w stronę rosyjsko-kazachskiej granicy, odległej o jakieś 100 km. Przemierzalismy podmokła deltę Wołgi, bardzo malowniczą i sielską
– krowy pijące z rzecznych rozlewisk, zielone drzewa obijające się w wodzie, znienacka płatny most pontonowy, który dygotał i rzęził, gdy po nim jechaliśmy.

Granicę przekroczyliśmy szybko i sprawnie – krótkie, rzeczowe pytania, pieczątka w paszporcie, potem przejazd motocyklami – i tu celnicy bardziej byli zaciekawieni naszą trasą, niż tym co mamy w bagażach.
Cała procedura zajęła wraz z niewielką kolejką nieco ponad godzinę – więc ekstremalnie szybko. Prawdziwie ciekawe przeżycia zaczęły sie jednak dopiero za kazachska granicą, gdy próbowaliśmy
wymienic pienądze i kupić obowiązkowe ubezpieczenie OC na motocykl – zwane strachowką. Pieniądze ywmienić mozna ylko u granicznych sztaczy, ktorzy zaraz po wjeździe na terytorium kazachskie opadają człowieka
wielobarwną zgrają (kilkanaście osob, które na rózna sposoby namwiaja do wymiany rubli na tengi wlasnie u nich). Wszyscy mają ten sam kurs, ktry, jak potem podliczyliśmy, sprawia, że obławiąją sie na każdym przybyszu
na około 5 USD na 100 wymienianych. Po wymianie pieniędzy nalezy udać się do jednago z kilku stojących w pobliżu kontenerów, gdzie mieszczą się “biura” agencji ubezpieczeniowych. Takie biuro wygląda tak, że w części kontenera
stoi zardzewiałe łóżko z zatęchłym materacem, a w pozostałej części jest biurko, komputer, drukarka i kilku Kazachów, ktorzy na rózne sposby przekonują, że najlepiej kupić strachowkę właśnie u nich.
Za miesięczną strachowkę zapłaciliśmy 5500 tenieg.

Pierwszy dzień w Kazachstanie zawierał wzystko co trzeba – wielbłądy, fatalną drogę (80 km po dziurach i koleinach), lepszą drogę, przejazd przez zatłoczone miasto – Atyrau, spotkanie z policją, która była ciekawa, skąd i dokąd jedziemy, ale kazała nam jednak otwierać kuferki i pokazywać, co wieziemy. Skończył się za to bajecznie: noclegiem w namiocie nad wyschniętm słonym jeziorem.

Drugi dzień -rozpoczęliśmy śniadaniem pod wielkim ptakiem (takie pomniki, kozłów, lwów, ptaków są rozsiane wzdłuż dróg bardzo często), potem kilkadziesiąt km znakomitej drogi, a potem coraz więcej dziur i dziurawy most – który zaowocował moim szlif, a jego efektem była zagięta dźwignia zmiany biegów. I zaraz potem droga sie zepsuła zupełnie. Odkrylismy jednak boczne drogi piaskowe,
lepiej ubite. Drogi w Kazchstanie daja wybór! Albo straszliwy, trzęsący szuter, albo boczna piaskowa, full opcja. Ogromne zmęczenie. Nocleg spędzilismy u pani w przydrożnej kafejce w Sagiz, bo nie mielismy juz siły jechać dalej. Spaliśmy na matach, obiad i sniadanie zjedliśmy lokalne, oblazły nas dzieciaki i kierowcy ciężarówek, a prysznic wzięliśmy przy świetle gwiazd za domkiem.

Trzeci dzień – obiecane przez miejscowych 90 km fatalnej drogi zmieniło się w jakieś 140, potem dojazd do Aktobe, w deszczu kolejna wywrotka, dziwaczne miejsce noclegowe – u ludzi na posesji, ale była spawarka i gość, który cudwnie zaspawał mi dźwignię.
Wyglądał jak hipis, obejście rozgrzebane i wyglądające jak w budowie (ale pokoj czysty, choć noszący ślady szybkiego uprzątania prywatnych rzeczy na przyjazd gości), trzy psy, mnóstwo kotów, i cudowna tradycyjna bania, z witkami brzozowymi, aromatem i polewakiem z lodowatej beczki.
Niestety nie działało obiecane wifi, ale bania i sprawnie wykonane spawanie dźwigni zmiany biegów mojego Suzuki nadrobiły ten brak 🙂

ku pamięci i dla przyszłych podróżników stan jakości dróg, którymi jechalismy:
od granicy z Rosją do miejscowości Ganyushkino (80 km) – dramat, dziru, koleiny, tempo jazdy 35-45 km na godzinę
od Ganyushkino do Atyrau – całkiem ok, asfalt nierowny, ale bez wielu dziur, da się 80-90 km/h.
od Atyrau do Maqat – zajebista, nowa droga, bez ograniczenia prędkości.
od Naqat do Bayghanin (a w zasadzie jakieś 30-40 km za Bayganin) – fatalna droga, a w zasadzie brak drogi. Główna droga to festiwal dzirur, luźny żwir, albo jedno i drugie na raz.
Obok drogi sa wyjeżdżone w stepie nieźle utwardzone koleiny (kilka dróg alternatywnych, ale kiedy jest mokro musza sie zmieniać w bajoro…)
dopiero od Shubarqudyq droga do Aktobe robi się znośna, a i tak ma czasem dziury i koleiny.