15,16 i 17 czerwca – Sary-Tash i powrot do Osh

15 czerwca – z Osh do sary-Tash

Wyruszylismy wczesnym rankiem, aby uniknać upału – i rzeczywiscie udało nam sie, bo o 10 bylismy juz w rejonie górskim, gdzie było zdecydowanie chłodniej niz w położonym w dolinie miescie.

Zatrzymalismy się przy drodze w jurcie, gdzie kwitł mały rodzinny interes polegajacy na karmieniu przejeżdżajacych:

dostalismy jajka sadzone, pyszne, swieżo smażone placki z ciasta nalesnikowego wrzuconego na głęboki olej (lokalna specjalnosć). Dostalismy też dzbanek kumysu – to było nasze pierwsze spotkanie

z tym specjałem. Smak dziwny, bardzo kwasny, dla niektorych z nas okazał się nie do zniesienia, inni (Malina i ja) uznali, że jest ciekawy i orzezwiajacy.

Potem ruszylismy dalej malownicza górska trasa, serpentyny, przełęcze i widoki.

 

Jakies 54 km przed Sary-Tash, tuz za miejscowoscia Gagarin, zatrzymała nas blokada drogi. Na jej srodku usypane zostały dwa ziemne wały, a za nimi postawiono kilkanascie jurt w których siedzieli ludzie. Jurty obwieszone były transparentami z hasłami – wywnioskowalismy, że blokada drogi to jakis protest polityczny. Potem dopytalismy mieszkańców – chodzi o aresztowanie opozycyjnego polityka, który był posłem z tego regionu – ludzie protestuja przeciwko fałszywym oskarżeniom i niesłusznemu uwięzieniu go.

Blokada ta funkcjonuje na tej jedynej drodze z Osh do Sary-Tash już od ponad miesiaca.

Był na szczęscie boczny objazd – ale błotnisty i wymagajacy przejechania przez rzekę – udało nam się go pokonać, ale z pewnymi trudnosciami (dwa przewrócone w błocie motocykle – Janusza i Stojana).

Pojechalismy dalej i wczesnym popołudniem znalezlismy juz kwaterę w Sary-Tash (które jest maleńka miescina u podnóza wielkich gór, pusto tu i sennie, dwa sklepy, dwie kwatery prywatne dla takich jak my i nieczynna stacja benzynowa).

Na kwaterze prywatnej dostalismy wysłana kobiercami komnatę, oraz w ramach ceny – pyszny wieczorny posiłek, i dosć skromne (chleb z masłem i herbata) sniadanie.

Gospodarze byli bardzo mili. Ale warunki mielismy takie jak oni – czyli brak bieżacej wody i toaleta w formie sławojki na błotnistym podwórzu.

Całe popołudnie i wieczór błogosławilismy pomysł, żeby wczesnie wyruszyc z Osh – bo w Sary-Tash niedługo po tym, jak się rozgoscilismy w kwaterze przyszła ogromna burza, która nie mogła wypadac sie aż do wieczora.

Wieczór w deszczu wykorzystalismy więc na rozmowy i przepakowanie się – jako że nastepnego dnia planowalismy sie rozdzielić. Malina ze Stojanem cha zaatakować Pamir – ja z Januszem zostajemy w dolinach i spotkamy się za 6 dni w Dushanbe.

 

16 czerwca – Sary-Tash i podzielenie się

Rano okazało się że z powodu napotkanej poprzedniego dnia blokady drogi lokalnie nie da się kupic benzyny. Zatem po szybkim sniadaniu Malina ze Stojanem postanowili sie wrócic do miejscowosci z blokada, gdzie była ostatnia stacja

beznzynowa, my zas, jako że i tak planowalismy tam wracać, poczekalismy na nich, żeby razem podjechać w kierunku granicy.

Dojechalismy do kirgiskiego przejscia, które znajduje sie jeszcze w dolinie, i poprosilismy o wpuszczenie nas na drogę do granicy Tadzyckiej (ponad 20 km ziemi niczyjej, czyli stromego podjazdu na przełęcz 4280 m.n.p.m.). Kirgiscy celnicy

pozwolili nam odprowadzic kolegów, więc pojechalismy – w Pamir.

Niestety, po kilkunastu kilometrach zatrzymała nas spływajaca po drodze rwaca rzeka (efekt wczorajszej burzy). Malina ze Stojanem przejechali, my natomiast postanowilismy zawrócić (było to na wysokosci 3600 m.n.p.m.).

Pożegnalismy się i poturlalismy z powrotem w dolinę. Mam nadzieję, że pamirska częsć ekspedycji podzieli się swoimi przeżyciami na blogu, ja natomiast bedę kontynuować opowiesć o losach sekcji dolinowej (Ja i Janusz planujemy zwiedzić uzbecka cżęsć

doliny fergańskiej, sladami jedwabnego szlaku). Zatem podzielilismy się tak, że my jestesmy sekcja “Silk Road”, a chłopaki w Pamirze – sekcja “adventure”.

 

Kiedy wrócilismy do naszego lokum w Sary Tash, okazało się, że w miasteczku pojawili się dwaj Polacy, podróżujacy autostopem przez okolicę – Miron i Janek.

Zachęcilismy ich do dzielenia z nami kwatery i spędzilismy miłe popołudnie wymieniajac się opowiesciami z trasy i spostrzeżeniami na temat życia w Kirgistanie.

Było to całkiem oryginalne polskie spotkanie na szczycie (no, może pod szczytem) 🙂

 

Poza tym synowie gospodarza zaprosili nas do ogladania z nimi telewizji, gdzie z fascynacja chłoneli amerykański wrestling. To było surrealistyczne przezycie – w zapomnianej górskiej wiosce na końcu swiata

ogladać american wrestling… Całe popołudnie mielismy nadzieję, że uda nam się jeszcze przejechać na wycieczke pod Pik Lenina, najwyższa górę w okolicy – ale przeszkodził nam

brak benzyny oraz psujaca się pogoda – góry zasnuły się na większosć dnia chmurami, więc i tak widoki nie byłyby widoczne.

Przeszlismy sie zatem na spacer po wiosce, robiac zdjęcia i rozważajac, jak ciężko musi się tu zyć zima i jak bardzo życie utrudnia blokada jedynej drogi.

 

Miron i Janek planowali nastepnego dnia przeniesćsię na kirgiski posterunek graniczny i spróbować złapać stopa na Pamir Highway. Być może spotkamy sie jeszcze, gdy zjada z gór – w Duszanbe.

 

17 czerwca

Rano przywitało nas znowu zachmurzeniem i deszczem, więc i porannie nie miało sensu jechać na punkt widokowy na Pik Lenina.

Pogoda niestety pokrzyżowała nasze wycieczkowo-fotograficzne plany. Zjedlismy więc sniadanie, pożegnalismy Mirona i Janka – i ruszylismy w stronę ciepła i dolin – z powrotem do Osh.

Po drodze udalo nam się pokonać dużo bardziej rozmiękniety od deszczu objazd blokady – jestem bardzo dumna z mojego dwukrotnego przejazdu przez rzekę – raz motocyklem własnym, a raz Janusza.

Po drodze uniknełam także zamachu na moje życie wykonanengo przez pewna krowę, która postanowiła majestateczni wczlapac na srodek jezdni tuz przed moim motocyklem. Na szczęscie hamulce spełniły swoje zadanie.

W Osh zameldowalismy się w tym samym miłym hoteliku co poprzednio (Taj Mahal, koło bazaru, polecamy).

 

Share your thoughts